dotarliśmy!
organizacja lotu był o dziwo super. po przeżyciach zeszłorocznych, gdzie samoloty potrafiły opóźniać się o ponad 30 godzin,a 8h było w normie, byliśmy nastawieni na najgorsze.
tymczasem miłe rozczarowanie...również na lotnisku. ricardo ( miejscowy dostawca samochodów) sprawił się na medal i wszystkie obiecane pickupy czekały już na nas.
szybko zapakowaliśmy quivery na pakę i pognaliśmy do paracuru.
na wjeździe tradycyjna rutynowa kontrola zatrzymała jednego z naszych czterech 4*4.miejscowa policia lubi kitesurfistas, więc tym razem obeszło się bez mandatu.
kolacja z najlepszą wołowiną w mieście w restauracji Formuła 1 u zadomowionego w paracuru szwajcara michell, nie obyła się oczywiście bez muitas caipirinhas